O autorze
Urodziłem się w Krakowie. Wiem, że wzbudzam u ludzi dokładnie tyle samo nienawiści co i głębokiej sympatii, a każde moje działanie budzi podobne emocje – od pełnej akceptacji do bezrozumnego sprzeciwu. Zasadą, której pozostaje wierny przez całe moje życie jest to, że świat zbudowany jest ze szczegółów i że tylko głupiec może tego nie dostrzec.
Robiłem w życiu tyle rzeczy, że sam już dokładnie nie pamiętam. Nigdy jednak nie byłem niczyim podwładnym. Od roku 2006 rozpocząłem budowę nowej sieci w ramach spółki akcyjnej Polskie Jadło, której jestem założycielem, prezesem i głównym udziałowcem. Z tym mi dobrze. Spółkę tą wprowadziłem na główny parkiet GPW w 2007 roku. Oprócz biznesu aktywnie zajmuję się sportem, prowadząc zespół rajdowy startujący w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Świata pod brandem LOTOS Dynamic Rally Team. Jako autor i twórca koncepcji wigilii dla potrzebujących rok rocznie od 1997 roku finansuję i przeprowadzam akcję wigilijną na krakowskim rynku. W 2009 roku po raz pierwszy Wigilię zorganizowałem także w Warszawie.

Kaczyński, zapach siarki i teoria mniejszego zła

Przepraszam Cię Platformo za to, że zwątpiłem i przestałem wierzyć. Wierzyć w przeprowadzenie przez Ciebie jakichkolwiek istotnych zmian w tym kraju. Wierzyć w poprawę działania systemu administracji na szczeblu od rządowego po lokalny. Wierzyć w rychłą poprawę bytu obywateli tego kraju. Za to, że przestałem wierzyć Twoim Ministrom, zarówno w to co mówią i to co robią choć przecież powinno być to tożsame. Za to, że nie wierzę już w jedno słowo złotoustego Ministra Gowina, który po objęciu urzędu nawet fizycznie stał się przezroczysty i „podobny zupełnie do nikogo”. Za to, że przestały rozweselać mnie pokrzykiwania Pawlaków i im podobnych. Ale wszystkie te drobniejsze i większe moje grzechy wobec Ciebie wynagrodzę oddając swój głos na miłościwie nam panującego Donalda Tuska i jego dwór.

Olśnienia takiego doznałem nie dalej jak wczoraj popełniając kolejny raz błąd w wyborze programu telewizyjnego pomiędzy programem Kuchnia TV i Wiadomościami. Wszystkie stacje od komercyjnych, poprzez stacje telewizji publicznej „wałkowały” dyżurny temat rocznicy tragicznej katastrofy smoleńskiej. Mój stosunek do tego tragicznego wydarzenia jest niezmiennie taki sam.



Nad tragiczną śmiercią 96 osób tak jak i nad każdą jedną śmiercią bez względu na to, którą opcję polityczną reprezentowały ofiary lub nie reprezentowały żadnej, należy pochylić się w zadumie i szczerze współczuć ich najbliższym. I bez różnicy jest dla mnie czy był to samolot rządowy, rejsowy, prom lub pociąg. Śmierć zawsze pozostanie śmiercią, a my mamy wręcz moralny obowiązek do tego nieodwoływanego i ostatecznego zjawiska odnosić się z należytym szacunkiem.

Odtwarzana relacja TV z „chocholego tańca” na grobach ofiar czyli „pisowskim” wiecem urządzonym przed Pałacem Prezydenckim wyreżyserowanym w każdym szczególe miała dla mnie posmak najohydniejszej z form nekrofilii politycznej, z wyraźnymi przejawami faszyzmu i nacjonalizmu. Stosowane prymitywne, acz skuteczne socjotechniki polegające na wykrzykiwaniu haseł przez mających porwać za sobą tłum klakierów i frustratów umiejscowionych na okolicznych latarniach były zaledwie preludium do schizofrenicznego, faszystowskiego wręcz wystąpienia obłąkanego i owładniętego teorią spisku Jarosława Kaczyńskiego. Myślę, że dla przybliżenia jego satanistycznego oblicza powinien na miejsce sabatu wjechać na Antonim Macierewiczu, niczym na białym koniu. Średniowieczne instrukcje sporządzane na potrzeby świętej inkwizycji ułatwiające identyfikację szatana wskazywały dwie podstawowe cechy ludzi opętanych. Jedną z nich były martwe, bezbarwne, zimne oczy o małych źrenicach, a drugą wręcz fetyszystyczny stosunek nawiedzonego do kotów. Jak raz w tym przypadku na mój osąd obie cechy identyfikacyjne się zgadzają.

Po triumfalnym przebiciu się poprzez rozganiany przez wiernych pretorian tłum skandujący dość niemrawo „Jarosław, Jarosław” oraz uciszeniu jednego z wiszących na latarni klakierów pokrzykującego „na Belweder” objawił się na mównicy (nie zdziwiłbym się gdyby temu wydarzeniu towarzyszył zapach siarki) sam heros, „wódz narodu”, bożyszcze emerytów i dewotów Jarosław Kaczyński. Używając słów mistrza Niesiołowskiego przemówienie Jarosława Kaczyńskiego było „nikczemne i haniebne”. Ale do tego zdążyłem się jakby przyzwyczaić. Nie zdążyłem natomiast i myślę, że nie zdołam przyzwyczaić się a tym bardziej dać zgody na przywłaszczanie przez kogokolwiek dla potrzeb stricte politycznych takich tragedii ludzkich jak smoleńska czy jakakolwiek inna.

Przemówienie Jarosława Kaczyńskiego miało podwójne dno, tym razem o zgrozo bardzo wyraźne i konkretne. Być może jest to moje subiektywne odczucie, które mówi mi, że Jarosław Kaczyński nie promuje już węgierskiego modelu społeczno – politycznego z oczywistych względów, to jest totalnej plajty tego systemu zarówno politycznej jak i gospodarczej, ale odnosi się coraz wyraźniej o zgrozo do modelu „brunatnej ery” Niemiec wczesnych lat 30. Dzielenie społeczeństwa uprawiane od lat przez Jarosława Kaczyńskiego nigdy nie miało jeszcze tak wyrazistej formuły a nawoływanie do zwycięstw za wszelką cenę w tej atmosferze czyni z nawoływania wiszącego na słupie klakiera z biało czerwoną opaską wykrzykującego do tłumu hasła typu: „na Belweder”, które w innych okolicznościach uznać by można za objaw chorobowy bez większego znaczenia, staje się naprawdę groźne.

W myśl teorii wybitnego socjologa Gustava Le Bon zawartej w dziele pt. „Psychologia tłumu” z roku 1895 opartej w dużej mierze na łatwości manipulacji tłumem oraz towarzyszącym temu zjawisku histerycznym reakcjom. Tłum ów gotów jest do podejmowania zupełnie irracjonalnych i często niszczycielskich działań, realizując je jako cel sam w sobie. Wiele historycznych przykładów potwierdza tę teorię. Francuzi mieli swoją bastylię i myślę, że wielu jeśli nie większość maszerujących na nią nie bardzo wiedziała o co chodzi. Szli, bo szli inni. W latach 20. i 30. XX w. w Niemczech w podobny i niestety coraz bardziej nam znany sposób prowadzący do podziału społeczeństwa. Nacjonalizm przerodził się w zbiorową i dobrze zorganizowaną i zarządzaną psychozę ugruntowując poczucie narodowego nadczłowieczeństwa, doprowadzając do najkrwawszej wojny XX wieku. Oglądając archiwalne materiały przemówień i wieców Niemiec lat 30. XX w. i porównując je z obecnymi wystąpieniami Prezesa Jarosława Kaczyńskiego trudno nie dostrzec analogii.

Dlatego przepraszam cię Platformo raz jeszcze za utratę wiary. Przepraszam za swą naiwność i wiarę, że jesteś w stanie i chcesz cokolwiek zmienić. Ale Platformo trwaj do ostatniego koalicjanta i pozostań niezłomną alternatywą dla Kaczyńskich, Macierewiczów, Hofmanów, Rydzyków, Ziobrów, Kemp i im podobnych. Platformo trwaj ze swoją misją…
Trwa ładowanie komentarzy...