Problem ten jest oczywiście bardziej złożony i w moim przekonaniu początek temu zjawisku dały „grafomańskie posty” w dużej części anonimowe umieszczane na wszelkich dostępnych portalach społecznościowych. W przytłaczającej części nie noszące w sobie jakiejkolwiek merytorycznej treści, a koncentrujące się głównie na demonstracji wściekłości, niczym nieusprawiedliwionej nienawiści do wszystkiego czego ich autorzy nie akceptują lub nie są w stanie zrozumieć, dając im zarazem jedyną możliwość zaistnienia na jakimkolwiek forum. Ale w istocie przerażające jest działanie, z bardzo podobnych zresztą pobudek, wprowadzające lub aprobujące podobną dialektykę w debacie publicznej przez osoby, dla których „język” jest naturalnym narzędziem pracy. A „wypłaszczanie” problemu wolności słowa w sposób zero-jedynkowy twierdzeniami redaktora Najsztuba, że wszystko co nie nawołuje bezpośrednio do przemocy, a w tym również chamstwo, lżenie, kłamstwo – jest akceptowane, a idąc dalej takim tokiem rozumowania debata na tym poziomie stanie się normą. O ile już się nie stała.
Istnieje pewna prawidłowość zachowań osób dotkniętych tzw. syndromem „parcia na szkło”, które gotowe są na podjęcie każdego z działań, które zagwarantować im może udział w wystąpieniach medialnych. Tak więc nazwanie „ch….” przysłowiowego Kowalskiego skończyć się może co najwyżej procesem o obrazę lub mordobiciem, a na pewno już nie udziałem w programie telewizyjnym. I w tym też kontekście użycie takiego samego epitetu wobec papieża, bądź obrona tych, którzy tego typu wyzwiska użyli jest na pewno bardziej skuteczne. Ale widać degradacja obyczajów sięgnęła już przysłowiowego bruku – OHYDA!!!
