O biznesie, o jedzeniu i głupocie

Szanowni Państwo, Nazywam się Jan Kościuszko i dzięki uprzejmości Redakcji portalu natemat.pl będę miał przyjemność goszczenia na jego łamach. Co prawda od lat tematycznie związany jestem z kulinariami, a to za sprawą „usług dla ludzkości”, które oferuję już blisko od 20 lat starając się najrzetelniej jak potrafię wypełniać tą misję. W realizacji tego „dzieła” szalenie przydatna okazała się najpierw jedna a potem cała sieć moich restauracji „Chłopskie Jadło”, którą sprzedałem w roku 2006, a ból po jej utracie tylko w części złagodziła mi absurdalnie wysoka cena tej transakcji.

Jako twórca i założyciel „Chłopskiego Jadła” wyznając zasadę,...że „kultura stołu” jest komplementarną częścią kultury narodowej, oprócz realizacji swoich pasji kulinarnych postawiłem sobie za cel stworzenie z moich restauracji czegoś w rodzaju ostatniego bastionu broniącego kulinarnej spuścizny narodowej. Sumienna realizacja tego programu doprowadziła nie tylko do „chłopsko – jadłowego” sukcesu mierzonego popularnością i rozpoznawalnością tej marki, a co za tym idzie sukcesu stricte biznesowego, ale również stała się pewnym eksperymentem socjologicznym. Co prawda uprawianym w mikro skali polegającym na narzuceniu pewnej bardziej literackiej opartej na kanwie reymontowskiego Boryny, czyli „nieistniejącej rzeczywistości” mocno wyidealizowanego i bardzo zasobnego obrazu chłopskiej zagrody.



Pomijając aspekt samorealizacji kulinarnej jednej z najbardziej kreatywnych dziedzin sztuki pobudził we mnie „instynkt badacza eksperymentatora”. Cała koncepcja opierała się na głównych trzech zasadach: znakomitej kuchni, pomyśle i co najważniejsze konsekwencji w jego realizacji, a prawdziwą receptą sukcesu było stworzenie możliwości aby wszystkie te trzy czynniki mogły zaistnieć w jednym czasie i w jednym miejscu.

Ortodoksyjność w realizacji tej koncepcji polegała na nie podawaniu, nie sprzedawaniu i nie daj Boże reklamowaniu jakichkolwiek wyrobów bądź artykułów, nie mających swoich korzeni w polskich kulinariach. Tak więc w moich karczmach nie można było dostać coca-coli, ani żadnej z jej imperialistycznych odmian, ale natomiast zsiadłe mleko, kompot i wodę z konfiturą. Nie można było też zjeść krewetek, ani polędwicy Wellington, natomiast ponad 70 rodzajów dań z wieprza, że nie wspomnę już o cielęciach i wołach. Do tego wódka z przerębli, zawsze podawana z temperaturze -20 stopni, piwo, a jedynym odstępstwem były wina czerwone i białe ale wyłącznie węgrzyny. Do tego przyzwoite pajdy chleba własnego wypieku, podawane jako poczęstunek wraz z robionym u nas szmalcem.

Przyrost zainteresowania, a co za tym idzie popularności „Chłopskiego Jadła” rósł w sposób geometryczny czyniąc z tych restauracji w owym czasie kultowe i najbardziej oblegane restauracje w kraju. Naszymi gośćmi bywali od Prezydentów, Premierów i Ministrów zarówno polskich jak i innych „mocarstw” odwiedzających naszą piękną ojczyznę poprzez ludzi sztuki, kultury i biznesu z całego świata. To właśnie zjawisko wyzwoliło od dawna drzemiący we mnie instynkt badacza, a doświadczenia zdobyte przez wnikliwą obserwację naszych klientów stały się nie tylko źródłem mojej niepohamowanej i spontanicznej wręcz radości, ale również stanowiły znakomity materiał porównawczy pozwalający na określenie poszczególnych ich grup, a obserwacje tak zdobyte do dzisiaj przydatne dla mnie pozostały w większości moich biznesowych aktywności.

Konstrukcja sukcesu w dużej mierze oparta jest na scaleniu warunków sprzyjających temu zjawisku w jednym miejscu i jednym czasie, a wypadkową jego osiągnięcia jest coś co można by określić jako permanentne podnoszenie poprzeczki. Zmienia się stosunek zarówno do pieniędzy, które z biegiem czasu zaczynamy traktować bardziej jako narzędzie przy realizacji kolejnych kroków, a nie jako środki służące do zaspokajania wyłącznie celów konsumpcyjnych. Zjawisko takie dokładnie opisane jest jako piramida Maslowa. Tak więc odnotowując jeden sukces (o ile nie jest on kwestią przypadku) skazani jesteśmy, jeżeli już nie na drugi, to w każdym razie na podjęcie próby jego osiągnięcia. Jak już powiedziałem zmienia się nasz stosunek do pieniądza ale ten wewnętrzny ogień, który jest udziałem każdego kreatywnego działania zmusza nas czasem do irracjonalnych działań. W moim przypadku było to założenie gazety „Na chłopski rozum”, wydawanej w formie tygodnika i dostępnej jedynie w naszych restauracjach. Gazeta ta w formacie dużych przedwojennych gazet codziennych, którą miałem przyjemność redagować wraz z Leszkiem Mazanem w istocie była równie niezależna co i prześmiewcza. Jej głównym celem było wytykanie i tępienie głupoty na każdym polu, na którym została ona przez nas zauważona bez względu na jej „polityczny rodowód”. Niezależność tej gazety dla mnie polegała przede wszystkim na tym, że jedyną osobą, która mogła mnie z niej usunąć byłem ja sam. Nakład rozchodził się z szybkością francuskiej kolei TGV, być może wynikało to bardziej z faktu, że gazeta ta w istocie była rozdawana za darmo, niż z kunsztu mojego pióra, a radosną tą twórczością pozyskałem grupę wiernych czytelników oraz znacznie większą grupę zajadłych wrogów, włączając w to również bardzo wpływowych polityków.

Powracając jednak do pomysłu prowadzenia moich komentarzy, o ile Państwo pozwolicie, a limit cierpliwości udzielony mi życzliwie przez Redakcję „to uniesie”, chciałbym skoncentrować się na tępieniu głupoty bez względu na to skąd by ona nie pochodziła, nie byłbym jednak sobą gdybym od czasu do czasu nie mógł przedstawić Państwu również, którejś z autorskich i smakowitych propozycji kulinarnych.
Trwa ładowanie komentarzy...